Pytanie raczej retoryczne - Co jest z naszymi kierowcami?
Wczoraj o 20 jeździłem trochę po Warszawie i np. na moście Gdańskim były aż
trzy wypadki/stłuczki. Jeden przy wjeździe, drugi na samym środku i trzeci
przy zjeździe. Najpoważniejszy był przy zjeździe bo tam biegali dosc zwawo
lekarze z pogotowia.
JEJCIU - przecież wczoraj było fatalnie, a ja jadąc 60 km/h czułem się jak
żółw. Wszystko mnie wyprzedzało. Ginie zmysł samokontroli, czy co?
Pozdrawiam ciepło wszystkich którzy przeżyli i tych, którzy mieli dramaty.
Daltego ze wczoraj po 19:30 zrobil sie lod na ulicach...sam widzialem
takie
stluczki niby "bez powodow".....
A tak przy okazji: przy przedostatnim ataku zimy też widziałem parę
ciekawych sytuacji.
Cały dzień była breja, a wieczorem chwycił mróz. Wyszedłem z psem
na spacer. Idąc wzdłuż ulicy Wyszyńskiego w stronę Leśnej (Lubin)
zauważyłem, że Wyszyńskiego jakoś tak dziwnie wolno jedzie Matiz.
Z tyłu nadjechała taksówka i wyprzedziła tego Matiza. Matiz zaczął
hamować (około 100 m do skrzyżowania) i jakoś tam sobie radził.
Taksówka niestety nie, bo jechała sporo szybciej - z zablokowanymi
kołami i włączonym lewym kierunkiem (chciała skręcać w lewo)
przeleciała na wprost przez skrzyżowanie. Na szczęście z boku nic
nie jechało. Gdy szedłem dalej ulicą Leśną, natknąłem się na
stłuczkę (Polonez trafił Golfa wyjeżdżającego z podwórka, na
szczczęście bez ofiar). Gdy mijałem kolejne skrzyżowanie, nadjechał
Passat i jadąc ok. 10-15 km/h usiłował skręcić w boczną uliczkę.
Niestety nie zmieścił się - przód uciekł mu na zewnątrz zakrętu i
auto na zblokowanych kołach przeleciało po krawężniku i uderzyło
w znak drogowy. Wyglądało, że strat nie ma - znak się lekko
pochylił, zderzak niby cały. Zza kierownicy wysiadł młody dresik,
rzucił paroma k*^$#, po czym wsiadł i usiłował cofnąć. Okazało się
jednak, że prawe tylne koło jest permanentnie zablokowane - skutek
spotkania z krawężnikiem.
To wszystko w niedużym mieście, w późnych godzinach wieczornych,
przy stosunkowo niewielkim ruchu i na odcinku około 100 m.
Strach pomyśleć, czym to się mogło skończyć w innych warunkach...
Pozdrawiam,
Daniel Iwanowski
Pytanie raczej retoryczne - Co jest z naszymi kierowcami?
To co zwykle - brak wyobrazni.
Doszly do tego jeszcze trudne warunki.
Na Lazienkowskiej o 20 tez sie cos dzialo.
A do tego chyba jeszcze jakas biometeorologia - w kazdym razie ja czulem sie
fatalnie, malo nie wjechalem tylkiem przy cofaniu :(
Wczoraj o 20 jeździłem trochę po Warszawie i np. na moście Gdańskim były
aż
trzy wypadki/stłuczki. Jeden przy wjeździe, drugi na samym środku i trzeci
przy zjeździe. Najpoważniejszy był przy zjeździe bo tam biegali dosc zwawo
lekarze z pogotowia.
JEJCIU - przecież wczoraj było fatalnie, a ja jadąc 60 km/h czułem się jak
żółw. Wszystko mnie wyprzedzało. Ginie zmysł samokontroli, czy co?
T. D.
Daltego ze wczoraj po 19:30 zrobil sie lod na ulicach...sam widzialem
takie
stluczki niby "bez powodow".....
Tak, lekko nie było... Wczoraj, o godzinie 19.45 jechałem w stronę Bielan
(W-wa). Jechałem prawie 70 km/h - tam wolno 60. Wjeżdzałem na wiadukt nad
Trasą Toruńską, koła lekko skręcone w lewo i....jadę prosto na łuku.
Idealnie na przystanek autobusoway - pusty całe szczęście.
Niestety, kilka dni wcześniej zmieniłem opony na letnie. Na szczęście nic
się nie stało wielkiego - postawiłem samochodzik bokiem (było całkowicie
pusto - mogłem sobie na to pozwolić) i cały wiadukt przejechałem pod kątem
około 45 st. do osi jezdni.
Dalej już jechałem duuużo wolniej i uważniej.
Pitt
CC Sporting '96 N-1
Niestety nie zmieścił się - przód uciekł mu na zewnątrz zakrętu i
auto na zblokowanych kołach przeleciało po krawężniku i uderzyło
w znak drogowy. Wyglądało, że strat nie ma - znak się lekko
jak to się mówi: "jak jest ślisko nie należy gwałtownie używac gazu
ani hamulca - auto i tak pojedzei tam, gdzie chce" :-)